Ostatni dzień opierdalania się. Dzień celebracji lenistwa i śmieciowego jedzenia.
Paczka chipsów, piwo plus coś słodkiego. I film. Padło na Nightcrawler. Przedstawiony obraz mediów, to jak kreują rzeczywistość, ukazują 'prawdę' jest mocno negatywny nastawiony od początku na krytykę. Świetna kreacja Jake Gyllenhaal'a. Postać, którą stworzył, świra socjopaty który odnajduje swoje powołanie jest niesamowicie hipnotyzująca. To co robi, sposób w jaki dochodzi do celu jest zły, niemoralny. Zdajemy sobie sprawę z tego jednak chcemy go dalej oglądać, nie chcemy by przestał. Kolejną mocną stroną filmu są dialogi, zwłaszcza wypowiedzi Gyllenhaal'a, słowa idealnie dobrane, każde wyważone, żadne nie znalazło się tam z przypadku. Kolejne kwestie eksponują coraz mocniej psychozę głównego bohatera.
Bardzo mocno polecam. Ale tyle o filmie, od jutra koniec opierdalania, zaczynam trening.